W czasie, gdy wszystkie rzeki na Ukrainie torowały sobie najkrótszy szlak na południe, do Czarnego Morza, rzeka Horyń na Wołyniu w dumnej samotności kierowała swój bieg na północ. Może to ten fenomen wpłynął na przedstawicieli polskich rodów szlacheckich, którzy właśnie tu, daleko od stolicy Polski, zdołali stworzyć tak wspaniałe ośrodki Rzeczpospolitej, jak Ostróg, Zasław czy też mało dziś znane Lachowce. Właśnie w Lachowcach, pośrodku jeziora utworzonego przez spiętrzenie Horynia, wnuk hetmana wielkiego koronnego Stanisława Jana Jabłonowskiego, książę Józef Aleksander, kazał usypać wyspę, na której następnie wzniósł zamek. Oprócz wszystkich znanych w tamtym czasie konstrukcji obronnych, historyczne przekazy dokumentują przepych budowli, która prawdopodobnie miała salę tronową na czterysta miejsc, w której znajdował się tron z baldachimem. Zasiadając na tym tronie, właściciel Lachowiec przyjmował dzierżawców swych dóbr.Niestety, bogata w tragedie historia Kresów nie oszczędziła i tej ziemi. Dziś na miejscu zamku znajduje się stadion i tylko najwytrwalsi entuzjaści historii Kresów są w stanie odnaleźć to miejsce, a w otaczającym je niezrozumiałym systemie kanałów – rozpoznać stare rowy ochronne. 

img_5413O wspaniałości dawnych Lachowców w dzisiejszym Biłohirii świadczy jedynie barokowy kościół i klasztor Ojców Dominikanów ufundowany w 1612 roku, który równolegle z zamkiem odegrał znaczącą rolę w rozwoju tego regionu, rzecz jasna już od strony duchowych wartości. Majestatyczny budynek kościoła przypominał ludziom odwieczne wartości chrześcijańskie, a fundacja klasztorna podejmowała intensywną działalność na polu społecznym, przede wszystkim poprzez prowadzoną tutaj szkołę i szpital dla ubogich. Działalność ta została udokumentowana i jest świadectwem ogromnego wkładu ówczesnego polskiego monastycyzmu w rozwój tego regionu. 

sam_6869Zdając sobie sprawę z tak bogatego dziedzictwa historycznego, księża Pallotyni, którzy od 1993r. sprawują w Biłohirii opiekę duszpasterską, nie tylko troszczą się o to, by służyć tutejszym katolikom (w większości polskiego pochodzenia), ale również sporo czasu poświęcają sprawomspołecznym. Najlepszym tego świadectwem jest działający tu Dom Dziecka.

Innym przykładem oddziaływania społecznego parafii jest istniejąca od wielu lat szkoła języka polskiego. W swoich początkach pomyślana jedynie jako pomoc dla miejscowych katolików w świadomym przeżywaniu Mszy Świętej w języku polskim, teraz zdobyła o wiele szerszy zasięg. Znana w całej Biłohirii cieszy się ona wielką popularnością: osoby starsze doskonalą język przodków, średnie pokolenie przygotowuje się do egzaminów kwalifikujących do otrzymania „Karty Polaka”, a uczniowiepoważnie myślą o studiowaniu w Polsce.

dsc08966Korzystając z okazji, chciałbym podziękować Fundacji Wolność i Demokracja, która wspiera edukację polską na Ukrainie. Od czterech lat jestem odpowiedzialny za szkołę, z tego trzy lata współpracuję z Fundacją, o pomocy której mogę zaświadczyć. Z inicjatywy opartej na entuzjazmie i dobrych chęciach szkoła przekształciła się w dość solidne centrum nauczania. Zakupione meble, komputer z drukarką, telewizor, podręczniki i inne pomoce dydaktyczne, możliwość korzystania z Internetu, ogrzana sala wykładowa – wszystko to pozwala skupić się wyłącznie na nauczaniu. 

dsc09005Na oddzielną uwagę zasługują projekty realizowane przez Fundację. Tak na przykład wielkim wyzwaniem dla naszej młodzieży było przygotowanie się i uczestniczenie w III Ogólnoukraińskim Dyktandzie Języka Polskiego. Mimo pewnych obaw, uczestnicy dyktanda po skończonej pracy odczuwali radość i dumę. Po pierwsze dlatego, że konkurs odbywał się na Chmielnickim Uniwersytecie Narodowym; po drugie, nasza młodzież konkurowała z miłośnikami języka polskiego z całego Obwodu Chmielnickiego; po trzecie, chociaż bez nagród, było to jednak kolejne zwycięstwo nad sobą – jakże ważne w młodzieńczym wieku. 
Ponadto, 3 września nasza szkoła wzięła także udział w akcji Narodowe Czytanie z Parą Prezydencką. Dla wielu uczestników pierwsze spotkanie z „Quo Vadis” H. Sienkiewicza stało się zachętą do zapoznania się z całością utworu.

dsc09157Kolejną inicjatywą, która ma już trzyletnią tradycję, jest intensywny letni kurs języka polskiego. Świadomi tego, że spotkanie z żywą polską mową jest koniecznie potrzebne, a zorganizowanie wyjazdu do Polski dla uczniów naszej szkoły jest sprawą zbyt trudną, postanowiliśmy znaleźć wolontariuszy, którzy przyjechaliby do nas. W 2014 roku Katarzyna Błaszkowska, polonistka z Gdańska, pomogła nam zaangażować w pracę w Bilohirii studentów z gdańskiego duszpasterstwa akademickiego „Na Czarnej”: Natalię Wyrwicką, Annę Romaniuk i Piotra Kopę Ostrowskiego. Wolontariusze współpracują z nami już od trzech lat. Doprawdy nie jest to łatwe zadanie: ujarzmić dwadzieścioro kilkoro dzieci przed południem, a później mieć jeszcze siłę na dwugodzinne zajęcia w grupie dla zaawansowanych i na końcu dla początkujących. Jest to prawdziwy maraton, zarówno dla uczestników, jak i prowadzących. I znowu pojawia się okazja, by podziękować Fundacji Wolność i Demokracja, która, wspierając tę inicjatywę finansowo, pomogła podwyższyć jej poziom. Dzięki wsparciu mogliśmy zorganizować codzienny poczęstunek dla dzieci i przerwę na kawę dla dorosłych, którzy uczestniczyli w zajęciach często po całym dniu pracy. Zakupiliśmy wszystkie potrzebne środki dydaktyczne i aktywizacyjne, które w przypadku dziecięcej grupy są po prostu niezbędne. Przez dwa tygodnie wdzięczni rodzice przyprowadzali do nas swoje dzieci i odbierali je jak z przedszkola. Owszem, trzeba było bardzo uważać, by na korytarzach nie zderzyć się z którymś z dzieciaków albo nie dostać piłką na podwórku, lecz w tym czasie nasz majestatyczny klasztor był przepełniony życiem. Dzieląc się wrażeniami na wieczorku pożegnalnym, jedna z uczestniczek kursu, nie potrafiąc do końca słowami wyrazić tego, co najbardziej jej się podobało, powiedziała:, „Bo to było coś więcej…w Biłohirii…”.

dsc09125Doskonale rozumiem tę dziewczynę. Ja też nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie:, „Dlaczego będąc księdzem, tyle czasu poświęcam na wykłady języka polskiego?”. Wiem tylko, że nasz kościół przetrwał do obecnych czasów, bo Opatrzność Boża ma względem niego jakieś plany. Jakie dokładnie – nie wiem. Więc na razie, oprócz zwyczajnego duszpasterstwa, próbuję robić „coś więcej” w kierunku oświaty, dziedzictwa kulturowego i duchowego. Kiedy będą owoce tych starań – też nie wiem. Wiem tylko, że zanim książę Józef Aleksander Jabłoński usypał wyspę na Horyniu, najpierw musiał długo patrzyć, jak ziemia znika pod wodą.

Ks. Walenty Matuszewski SAC

sam_6869

 img_5875img_5203dsc09103dsc09080dsc09006dsc08968